Minęło 12 miesięcy, przejechaliśmy 70 tysięcy kilometrów i szczęśliwie powróciliśmy do Polski.

Polska, Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Serbia, Macedonia, Grecja, Turcja, Syria, Jordania, Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Uganda, Tanzania, Malawi, Zambia, Zimbabwe, Botswana, RPA, Namibia, Angola, D.R. Konga, Kongo, Gabon, Kamerun, Nigeria, Benin, Togo, Burkina Faso, Mali, Mauretania, Sahara Zachodnia, Maroko, Hiszpania, Francja, Włochy, Słowenia, Węgry, Słowacja, Polska

Twelve months on from our departure, and with 70,000 km behind us, we're now back, safe and sound, in Poland.








English
Polski

piątek, 18 lutego 2011

Wielkie Zimbabwe

Po noclegu w lesie, w pobliżu tamy Kyle, wczesnym rankiem dojechaliśmy do ruin Wielkiego Zimbabwe. Podziwialiśmy pozostałości zabudowań średniowiecznego królestwa. Naszą przewodniczką była Miriam, która opowiedziała nam trochę o wielkim głodzie w 2008 roku. W tamtym czasie, z solidnej, ważącej 90 kg wysokiej kobiety zmieniła się w 50 kg szczypiora. Ludzie przymierali głodem płacąc wysoką cenę za nieopanowaną rządzę pozostania przy władzy dyktatora Mugabe.
Wielkie Zimbabwe zrobiło na nas „wielkie” wrażenie. Na potężnym terenie znajdują się ruiny królewskiej siedziby, świątyni oraz wielu innych zabudowań. Na górującym nad okolicą, otoczonym murem wzgórzu, znajdują się pozostałości twierdzy. Prowadzi do nich wąska, w pewnym momencie biegnąca w szczelinie skalnej, droga. Ponieważ było gorąco, nasza przewodniczka ciężko oddychając z wysiłku stwierdziła, że my biali nie mamy kondycji i powinniśmy trochę odpocząć. Zgodziliśmy się, bo nie chcieliśmy narażać Miriam na atak serca i usiedliśmy pod potężną skałą. W pewnym momencie coś z hukiem upadło nam pod stopy i myśleliśmy, że to gałąź z drzewa. Kiedy „gałąź” zaczęła się ruszać dostrzegliśmy przerażeni, że to jednak wąż, który podniósł się do pozycji umożliwiającej atak. Nasza trójka rozbiegła się w różnych kierunkach, a przewodniczka patrzyła na nas później podejrzliwie, gdyż taka sytuacja przydarzyła jej się pierwszy raz w życiu i pewnie wchodziły tu w grę jakieś czary, które musiały mieć coś wspólnego z nami.
Robiło się coraz upalnej i z wielką przyjemnością skorzystaliśmy z naturalnej klimatyzacji położonego niedaleko wzgórz świątyni. Powietrze przechodząc przez 5-cio metrowej grubości, ułożony bez zaprawy, kamienny mur ochładza cię o kilkanaście stopni i przyjemnie chłodzi rozgrzane do czerwoności ciała.







Zwiedzając to historyczne miejsce mieliśmy okazję poznać chińskiego ministra kultury, który zamienił z nami kilka słów. Facet jeździ po całym świecie i odwiedza miejsca światowego dziedzictwa UNESCO. Niedawno był w Polsce, odwiedził Wieliczkę i Oświęcim, teraz Afryka, a niedługo Ameryka Południowa – taka pracy podobała by mi się z pewnością ale chyba nie mam na nią szans. Zwiedzanie zakończyliśmy odwiedzając niewielkie muzeum.


Great Zimbabwe
After a night spent in woodlands near the Kyle Dam, we arrived early next morning at the ruins of Great Zimbabwe – a UNESCO world heritage site. We were given a guided tour of the remains of the capital of the medieval Kingdom of Zimbabwe by Miriam, who also gave us an insight into Zimbabwe’s more recent history. She told us of the dire situation that had gripped the country in 2008, when food had been so scarce that this tall lady of ample proportions had been reduced to a mere wisp weighing barely 50 kg. People were on the brink of starvation, paying a very high price for Mugabe’s dictatorial nature and insatiable appetite for remaining in power.
True to its name, Great Zimbabwe made a great impression on us. The buildings of the Hill Complex, Great Enclosure and Valley Enclosure spread out across a huge area. Set on a rocky hill towering above the surrounding terrain are the remains of a fortress encircled by a 5-metre-high wall. The path leading up to this Hill Complex is very steep and narrow, leading at one point through a crack in the rock.
It was an extremely hot and relentlessly sunny day, and Miriam, sweating profusely and wheezing heavily, quickly came to the conclusion that we white people are so unfit and not used to the heat that we should rest a little. Fearful of our guide succumbing to a heart attack, we readily agreed to her suggestion and sat down beneath an enormous rock ledge. As we sat chatting, suddenly there was a loud rustling overhead and a huge thud as something came hurtling to the ground, landing at our feet. Assuming that it was a branch that had fallen from a tree, we were all horrified when we realised that it was moving, and was in fact a snake that was now sitting up in front of us, looking ready to pounce. Our fatigue evaporated instantly, each of us leaping to our feet and scrambling away in a different direction. For the rest of the morning Miriam remained very wary of us, repeatedly saying that this was the first time in her life that anything like this had ever happened to her, and was probably convinced that some form of black magic linked to us lay at the root of the problem.
It was getting hotter by the minute, so it was with immense pleasure that we took advantage of the natural air-conditioning afforded by the Great Enclosure set on a nearby hill. As the air passes through the 5-metre-thick dry stone wall surrounding this complex it cools by several degrees and becomes a wonderfully refreshing breeze.
Whilst visiting the ruins we met China’s culture minister, who seemed quite excited on learning that we were from Poland. He was busy on a globetrotting tour of UNESCO’s world heritage sites and had recently been in Poland, visiting Auschwitz and the salt mines at Wieliczka. Now he was on the African leg of his odyssey, and when that was completed he was planning to move on to South America – nice work if you can get it! We ended our tour at a small on-site museum detailing the history of the ruins and medieval kingdom.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy